Recenzja Syberia Remastered. Wsiąść do pociągu…

Recenzja 27 grudnia 2025 9 minut
Nie ma drugiej takiej serii gier, która rozpala moje myśli do czerwoności. Jeśli wspomnisz przy mnie o pierwszej odsłonie Syberii, ujrzysz na mojej twarzy powoli rysujący się uśmiech i usłyszysz komentarz o licznych nieprzespanych nocach spędzonych na podróży z Kate w okolicach wakacji 2003 roku.
Syberia Remastered - recenzja

Produkcję wykreowaną przez nieżyjącego już belgijskiego rysownika — Benoîta Sokala — uważam za absolutny majstersztyk. Artysta, znany wówczas głównie z rynku komiksowego dzięki wielotomowej serii Inspector Canardo¹, swój romans z grami komputerowymi rozpoczął od produkcji Amerzone: Testament Odkrywcy², wydanej w 1999 roku.

Wracając do początków

Syberia opowiada historię prawniczki Kate Walker, która na zlecenie amerykańskiej kancelarii Marson & Lormont Ass. miała dopiąć przejęcie fabryki zabawek w Europie. Po przybyciu do podalpejskiego miasteczka Valadilène okazuje się jednak, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, niż można by przypuszczać. Dokładne opisywanie fabuły nie ma tu raczej sensu — oryginał jest bardzo dobrze znany wśród polskich miłośników gier przygodowych. Pierwsza i druga odsłona Syberii należą zresztą do niewielu serii, które doczekały się tak licznych reedycji, wznowień oraz obecności na płytach dołączanych do czasopism o grach w naszym kraju.

W niniejszej recenzji skupimy się na jakości samego remasteru. Naturalnie całkowitemu odświeżeniu uległa warstwa wizualna gry. Wszystkie lokacje zaprojektowano od zera, przy jednoczesnym wiernym zachowaniu oryginalnych odpowiedników. Miałem pewne obawy, czy nowa oprawa graficzna nie zakłóci emocji, jakie wywoływały we mnie poszczególne etapy rozgrywki — a te bywały skrajne: od zachwytu po grozę. Zarówno miasteczko Valadilène, jak i uniwersytet w Barrockstadt zachowały swoje unikatowe cechy, kunszt tych lokacji został bardzo dokładnie przeniesiony.

Nieco większy problem mam natomiast z drugą połową gry. Uważam, że kopalnia straciła część swojej ponurej i złowieszczej atmosfery. Również lokacje przedstawiające budynek od frontu w Aralbad nie przemawiają do mnie tak jak w oryginale — są wyraźnie pozbawione jego surowości. Znacznie lepiej wypadają za to wnętrza, które prezentują się już zdecydowanie szczegółowiej i oddają skalę budynków.

Zgrzyty w automacie

Sporo bardzo dobrych decyzji podjęto w kwestii interfejsu. Wszystkie niezbędne notatki, przedmioty oraz dziennik zadań zostały ujęte w jednym miejscu, a korzystanie z nich jest intuicyjne i przyjemne. Twórcy mogliby jednak uwzględnić podpowiedzi w nieco subtelniejszy sposób. W momentach zacięcia zdarzało mi się zaglądać do listy zadań, a tam — bezpardonowo, w formie swoistego spojlera — znajdowała się informacja, co dokładnie należy zrobić, aby popchnąć fabułę do przodu. Można się przez to nieco poirytować.

Gra posiada autozapis podczas przemieszczania się pomiędzy lokacjami. Jako leciwy gracz oczywiście ręczne zapisywanie stanu gry mam we krwi — to swego rodzaju uzależnienie, którego bardzo trudno się pozbyć. Uważam jednak autozapis za standard we współczesnych produkcjach i rozwiązanie, które powinno być obecne w każdej grze.

Z kwestiami technicznymi bywa różnie. Kate porusza się płynnie, a sterowanie nią nie przysparza takich problemów jak chociażby w Syberii 3. Zdarza się jednak, że bohaterka pobiegnie w zupełnie inną stronę, niż planowaliśmy, lub nie zareaguje na wskazaną przez nas czynność. Nie jest to jednak nic szczególnie frustrującego. Bardziej w oczy rzucają się inne niedociągnięcia, takie jak zbyt lalkowate modele postaci, ich lewitowanie czy brak synchronizacji ruchów z otoczeniem. Częściej doświadczymy również niewłaściwego oświetlenia modeli — na przykład przebywając w cieniu, skóra i oczy bohaterki wydają się nienaturalnie rozjaśnione. Błędów technicznych jest sporo i są one dostrzegalne, jednak na szczęście rzadko psują samą zabawę.

Napisałem „rzadko”, ponieważ w jednym momencie natknąłem się na poważny problem. Będąc w końcowym etapie gry w Komkolzgradzie, trafiłem na błąd uniemożliwiający poruszanie się bohaterką. Po cofnięciu się do menu głównego i ponownym wczytaniu zapisu sytuacja się powtórzyła. Z niesmakiem pomyślałem: no to koniec, resztę obejrzę na YouTube. Postanowiłem jednak spróbować jeszcze raz i uruchomiłem grę od nowa. Skierowałem Kate w zupełnie inne miejsce i nagle — po kilku trzaskach — znalazłem się w pociągu, a gra pominęła kilka wątków fabularnych. Trochę przykre, ale przynajmniej mogłem kontynuować przygodę.

Echa Valadilène

W dzisiejszych czasach gra może zostać odebrana jako zbyt przegadana. Dialogi wydają się momentami nużące i rozwlekłe — zwłaszcza w Barrockstadt. Niewielki plus należy się jednak za zachowanie oryginalnego polskiego dubbingu, który po upływie ponad dwóch dekad prezentuje się całkiem przyzwoicie. Kwestie wypowiadane przez postaci często brzmią jednak sztywno i pozbawione polotu. Są oczywiście także perełki — hotelowy w Valadilène czy rektorzy brzmią po prostu cudownie. Niektóre postaci, jak chociażby strażnik stojący przed uniwersytetem, aż proszą się o zmianę.

Rozumiem jednak, że Microids chciało ciąć koszty, dlatego w pełni musiało polegać na oryginalnym materiale — mimo że niektóre wątki w grze wyraźnie domagają się rozszerzenia lub modyfikacji. Przykład? Przeżywamy poważną przygodę, trafiamy do nowego, ekscytującego miejsca, a na naszej drodze staje recepcjonista o imieniu Feliks Śmietana. Trudno się nie zdziwić, co jest nieco wybijające z klimatu.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku ścieżki dźwiękowej — również tutaj zdecydowano się wykorzystać oryginalne utwory skomponowane przez Nickiego Varley’a oraz Dimitriego Bodianskiego. Syberia Remastered jest jednak pod tym względem raczej uboga. Muzyka jest zapętlona i zmienia się jedynie wraz z kolejnymi etapami gry. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie wspomniał o jednym z motywów, który uważam za absolutnie przepiękny — mógłbym słuchać go bez przerwy, a gdy rozbrzmiewa w słuchawkach, mam wrażenie, jakbym sam wskoczył do monitora i brał udział w wielkiej przygodzie. Doskonale podkreśla klimat gry. Po dotarciu do Komkolsgradu będziecie wiedzieć, o jaki motyw mi chodzi.

Komu w drogę, temu czas

Doskonale odbieramy również postać głównej bohaterki oraz przemianę, jaką przechodzi wraz z biegiem rozgrywki. Dla Kate początkowo najważniejsze jest wykonanie zadania — uzyskanie podpisu pozwalającego na prawne przejęcie fabryki. Z czasem jednak zaczynają kierować nią zupełnie inne wartości. Ze skostniałego, ukształtowanego przez wielką metropolię mieszczucha, żyjącego w wygodnej i rutynowej rzeczywistości, stopniowo przeobraża się w podróżniczkę rzucającą się w nieznany wir przygody.

Na ten proces wpływają również liczne rozmowy telefoniczne, które towarzyszą nam przez całą grę. Kate nie wypowiada swoich wątpliwości wprost — i nie musi, ponieważ wyraźnie odczuwamy narastającą w niej potrzebę wyrwania się z obłudnego świata, który dotychczas ją definiował. Jej determinacja jest na tyle silna, że nie waha się wyruszyć w podróż w głąb wschodniej Europy i jeszcze dalej.

Czemu nie Ramake?

Oglądając pierwsze materiały, zastanawiałem się, dlaczego Microids użyło określenia Remastered, a nie Remake. Remaster zazwyczaj kojarzy mi się z lekko podkręconymi shaderami lub poprawionym sterowaniem. Wystarczy spojrzeć na przykłady pokroju Grim Fandango, Fahrenheit czy Full Throttle, aby stwierdzić, że w takich przypadkach zmiany mają zazwyczaj charakter kosmetyczny. Powodów tej decyzji jest kilka, ale ten główny to… The World Before.

Czwarta odsłona Syberii, wydana w 2022 roku, jest niezwykle dopracowanym produktem — zarówno pod względem audiowizualnym, technicznym, jak i narracyjnym. Remastered natomiast wykonuje kilka kroków wstecz. Lokacje sprawiają wrażenie bardziej opustoszałych i mniej szczegółowych, a elementy otoczenia po przybliżeniu okazują się kanciaste. Do tego dochodzi wykorzystanie starych komponentów, takich jak przerywniki filmowe, muzyka czy dubbing. W dobie kryzysu w branży gier Microids najwyraźniej wolało wydać produkt mniej dopieszczony, ale za to — z założenia — nieobciążający nadmiernie portfela gracza. Gra w dniu premiery kosztowała mniej niż 150 zł.

Drugim założeniem było dotarcie do nowego grona odbiorców. Oryginalna wersja sprzed ponad dwóch dekad zdążyła się bowiem solidnie zestarzeć. Niektóre sceny w Komkolzgradzie wyglądają dziś jak zbitki pikseli, a brak proporcji 16:9 oraz nienaturalne rozciąganie obrazu — jak przypuszczam — skutecznie zniechęcały do uruchomienia gry zarówno nową publiczność, jak i starszych sympatyków serii. Tytuł pojawił się również na konsolach obecnej generacji.

Osobiście liczę, że zainteresowanie sagą wzrośnie na tyle, iż w przyszłości doczekamy się odświeżenia drugiej części oraz — oczywiście — kolejnej odsłony po The World Before. Po tym seria mogłaby już udać się na zasłużoną emeryturę.

Notatka z podróży

Po zakończeniu przygody z Kate próbowałem odpowiedzieć sobie na nurtujące pytanie: czy w przyszłości, chcąc przypomnieć sobie historię, sięgnąłbym po oryginalną grę, czy może jej remaster? Odpowiedź brzmi – nie wiem. Z jednej strony klasyczna forma przygodówki point-and-click, towarzysząca jej nostalgia, lepsza synergia z postaciami oraz pewność stabilniejszej technicznie rozgrywki skłaniają mnie do zainstalowania wersji z 2002 roku. Z drugiej jednak strony, piękniejsza grafika, a przede wszystkim dostosowana rozdzielczość ekranu oraz wygodniejszy interfejs przemawiają na korzyść Remastered. Obie produkcje mają swoje wady i zalety. Jeśli Microids naprawi najbardziej rażące błędy, z czystym sumieniem sięgnę po odświeżoną wersję. W takim przypadku do poniższej noty końcowej można będzie dodać jeden punkt więcej.

1 W Polsce komiks zadebiutował pod tytułem „Detektyw Kaczor na tropie” w 2004 roku nakładem wydawnictwa Siedmioróg. Ukazał się jednak tylko jeden tom “Ręce niani splamiła krew” będący 12 numerem oryginalnego cyklu. Wciąż jest dostępny w księgarniach internetowych za kilkanaście złotych.

2 W 2025 roku Amerzone: Testament Odkrywcy doczekał się również pełnoprawnego remake’u stworzonego w całości przez Microids Studio Paris – autorów Syberia: The World Before. Gra wygląda lepiej od recenzowanej Syberii.

Plusy

  • Oprawa graficzna na przyzwoitym poziomie (godna miana remaster),
  • wygodny interfejs i automatyczny zapis,
  • oryginalny polski dubbing (lepszy taki niż żaden),
  • Mechanika zagadek,...

Minusy

  • …chociaż te były ciutkę za proste,
  • liczne (mniejsze lub większe) błędy techniczne,
  • cutscenki odstające jakością od reszty gry.

Ocena

7

Autor: Przemo
Miłośnik przygododówek od najmłodszych lat. Stawiał pierwsze kroki z grami na konsoli Pegasus. Ulubiony styl graficzny to 2,5D, najlepiej utrzymany w mrocznej, pełnej grozy scenerii. Zwolennik kryminałów, kosmosu oraz prac w drewnie.