W odległej przyszłości, odległa galaktyka (część graczy z pewnością już dostrzega inspiracje twórców) Earnon staje przed olbrzymim problemem. Radośnie świecące jeszcze nie tak dawno słoneczko wygasa. Na ziemi robi się zimno, rośliny chorują, rodzi się kilkugłowe bydło i inne cuda na kiju. Jajogłowi z planety Xenon postanawiają zapobiec nieszczęściu zamieniając jedną z bezużytecznych planet w nowe słońce. Pomóc ma w tym osobliwy Star Generator, który pozwoli zmienić ciało niebieskie w ognistą kulę. Z planety wysłano statek z naukowcami – Arcadę, na której badania i testy nad Generatorem miały zostać sfinalizowane. Wszystko poszło gładko i w glorii i chwale Arcada powraca na ojczystego Xenona. Gracz wciela się w rolę niewątpliwie ważnej osoby na statku, jaką jest… sprzątacz. Nasz bohater właśnie ucina sobie popołudniową drzemkę. Kiedy się budzi, wokół siebie widzi totalną masakrę – cała załoga Arcady nie żyje, a Generator został skradziony przez Obcych. Z zasadą „od zera do bohatera”, postanawia odzyskać bezcenną maszynę i przywrócić spokój swej rodzimej planetce.
Jak pewnie widzicie, fabuła już zawiera w sobie elementy komizmu i tragedii. Taka jest też cała gra. Space Quest to klasyczna przygodówka z niezwykle popularnym i niezwykle lubianym niegdyś przez Sierrę interfejsem obrazkowo-tekstowym. Spieszę z wyjaśnieniem. Otóż w lokacjach (przedstawionych tak jak w zwykłych przygodówkach) poruszamy naszym bohaterem za pomocą kursorów, a wszystkie komendy i akcje wpisujemy z klawiatury (jak w starym Zorku). Wiem, że może to odstraszać w dzisiejszych czasach, ale powiem wam, że dawniej w ten sposób „naumiałem” się naprawdę niemało angielskiego.
Kolejną barierą, jaką będzie musiała przekroczyć część młodszych graczy pragnąca zapoznać się z klasyką, jest grafika. Wyświetlana w przerażająco niskiej rozdzielczości i 16-kolorowej palecie barw dziś może co najwyżej odstraszać, ale pamiętajmy, że wcale nie ona jest najważniejsza (*). Podobnie ma się sprawa z muzyką i dźwiękami zarzynającymi biednego PC speakera, których ani na dłuższą, ani na krótszą metę słuchać się nie da. Gra iskrzy humorem i ma naprawdę zajmującą historię. Zwiedzimy pustynię jako żywo wyjętą z filmów Lucasa, kosmiczny pub czy statek Obcych. Smaczku rozgrywce dodadzą ukryte w niej minigierki, jak karkołomna jazda przez pustynię czy zabawa w jednorękiego bandytę. Na nudę na pewno narzekać nie będziecie.
Niestety, bolączką starszych gier Sierry jest konieczność niezwykle częstego używania opcji saveload. Muszę, niestety, stwierdzić, że nasz bohater ginie niemal równie często co Lara Croft! Tutaj każdy krok w złą stronę czy złe posunięcie może skończyć się niezwykle frustrującym Game Over. Inną ciekawostką jest liczba punktów do zdobycia u góry ekranu i nie wiem, czy bez solucji ktoś zdobędzie ich maksymalną ilość. Podsumowując: ci, którzy nie mieli jeszcze okazji pobawić się tą grą, powinni nadrobić zaległości. Starsi gracze zaś na pewno z łezką w oku przypomną sobie godziny spędzone ze słownikiem przed monitorem i poszukiwanie słowa, które popchnęłoby akcję do przodu. Polecam!
(*) Jest też dostępna wersja Vga z 256 kolorami i wyższą rozdzielczością, ale, niestety, nie miałem okazji jej oglądać.
Plusy
- humor
- fabuła
- nie można się przy niej nudzić
Minusy
- konieczność częstego używania opcji save/load
- odstraszająca grafika
- muzyka
Ocena
7