Wstęp (nie)właściwy
Pełna wersja gry uzasadniła okraszenie intra nieodzianą istotą płci żeńskiej – uzasadniła i to dobitnie. Gra adresowana jest bowiem do baaardzo dorosłych. Nieodziana pojawia się w tej grze bardzo często, co samo w sobie nie jest takie złe, ale gdy weźmiemy pod uwagę kontekst – począwszy od durnych aluzji w stylu „Szkoła numer 69”, przez kilka scen bezsensownej przemocy (zmasakrowanie barmana Ryby, zakończenie żywota Dantesa – nie mówiąc o durnych scenkach molestowania Bobra; w tych brutalnych momentach Nieodziana akurat się nie pojawia), po jawne akcenty pornograficzne – koszmar. Ja oczywiście rozumiem, iż jest to produkcja dla dorosłych – jest to zresztą wyraźnie zaznaczone na pudełku, jednak wymienione powyżej elementy noszące moim zdaniem znamiona perwersji albo skrajnego niedorozwoju umysłowego, którego szczytem są przerywniki filmowe, zamieszczone w formie niby-reklam fikcyjnego TV-shopu, nie spodobały mi się i gdybym, biorąc je pod uwagę, miał wystawić grze ocenę, jej wartość znalazłaby się bliżej dolnego progu skali od 0 do 9. Wszystko to niszczy skądinąd interesujący produkt, którego zalety wymienię w Podsumowaniu, postanowiłem potraktować pewne aspekty gry tak, jak opisałem to powyżej.
Fabuła
Kierujemy poczynaniami Radioaktywnego Pieska, którego zadaniem jest udzielenie pomocy przyjacielowi Drużokowi, uwięzionemu przez bliżej nieznanych sprawców gdzieś w tajemniczej „Zonie”. W tym celu gracz zwiedzi kilkanaście lokacji i dostanie szansę porozmawiania z kilkunastoma postaciami, użyje wielu różnych przedmiotów i zazna kilku zręcznościowych „przeszkadzajek”, które pasują co prawda do całokształtu gry, jednakże tytuł ten mógłby się swobodnie bez nich obyć, bez uszczerbku dla długości rozgrywki. A rozgrywka zbyt długa, niestety nie jest.
Zagadki
Na gracza czekają przede wszystkim: używanie przedmiotów i rozmowy z postaciami oraz dwie proste układanki, czyli standard dla przygodówki. Doświadczymy jednakże kilku fragmentów zręcznościowych, o niezbyt wysokim poziomie trudności – „Morhuhno-Doomo-podobnej” strzelanki, „platformówkowego” przeskakiwania nad przeszkodami (w sumie chodzi o to, aby nie wpaść w… coś, niekoniecznie pachnącego), oraz bijatyki na miecze. Jeżeli nie jesteśmy purystami przygodówkowymi, przymkniemy na to oko i cieszyć się będziemy zabawnymi dialogami i kombinowaniem jak-to-zrobić. Ach, zapomniałem o jednym – w początkowej fazie rozgrywki czeka na nas czasówka – jednakże jest to na tyle wcześnie, że nawet w wypadku niepowodzenia i nie posiadania zapisanego stanu gry nie stracimy zbyt wiele.
Zwrócę jeszcze uwagę na jeden mały mankament, związany z układaniem mapy – po pierwsze, nieco przeszkadza nam w tym kursor, zasłaniając jej fragmenty; po drugie, za każdym razem gdy opuścimy ekran układania, musimy kliknąć na Stalkerze, aby ponownie móc kombinować z mapką – niby nic, ale mnie osobiście irytowały te niedociągnięcia – lub być może świadomie zaplanowane przez twórców utrudnienia.
Grafika
Tła, mimo niskiej rozdzielczości 800×600, wyglądają całkiem ładnie, zwłaszcza, że kolorystyka lokacji została dosyć sympatycznie dobrana, przeszkadzać może jedynie nieco migotanie ekranu – przy jednoczesnym korzystaniu z innych aplikacji może być to nawet bardzo uciążliwe. Interesującym posunięciem wydaje się być wprowadzenie iluzorycznego upływu czasu – zmiana pór dnia i nocy. Jak wspominałem w zapowiedzi – widząc takie efekty, przestraszyłem się, iż zmuszony będę wykonywać zadania na czas, ale skoro jesteś, Drogi Czytelniku, już po lekturze sekcji o zagadkach, wiesz już, iż moje obawy były nieuzasadnione.
Na uwagę zasługują także komiksowe wstawki, wprowadzone w miejsce scenek animowanych – rozwiązanie pomysłowe i ciekawie zrealizowane (są to de facto filmiki z grubym ziarnem – ma się wrażenie oglądania jakiejś wiekowej i bardzo niskobudżetowej produkcji – ukazujące plansze z kolejnymi scenkami komiksu). Potęguje to siermiężną atmosferę gry.
Muzyka
Muzyka grupy Nom podkreśla klimat lokacji, jest dodatkiem, uzupełnieniem tej atmosfery – sama w sobie nie byłaby może niczym szczególnym (oprócz interesującego utworu zaprezentowanego w Intrze), ale jako podkład sprawdza się znakomicie.
Interfejs
Gra jest typowym przedstawicielem point’n’click, z widokiem z perspektywy trzeciej osoby, sposób sterowania jest intuicyjny i nie sprawi on graczowi większych problemów.
Pewną niedogodnością jest ograniczona ilość miejsc na zapis stanu gry, jednak można to oczywiście ominąć kopiując pliki z katalogu Save w inne miejsce i, w razie potrzeby, przenosząc z powrotem interesujący nas zapis.
Polonizacja
W polskim tłumaczeniu, którego autorem jest Michał Rosiak, nie znalazłem większych poślizgów, pewne nieścisłości wynikają z dobrej woli tłumacza – chciał po prostu oddać swojski klimat rozgrywki i dlatego też w kilku miejscach posłużył się językiem nawet bardzo potocznym – wbrew pozorom jest to wielkim plusem polskiego tłumaczenia. Dobrze również, iż otrzymaliśmy polską wersję kinową, naprawdę miło jest posłuchać języka naszych wschodnich sąsiadów – stanowi to dużą odmianę i być może przełamie panujący na naszym rynku wydawniczym trend tłumaczenia w zasadzie wyłącznie z angielskiego, co zdaniem części graczy gubiło sporo z oryginalnego smaku gry (mowa oczywiście o produkcjach w oryginale nie-anglojęzycznych). Brawo dla wydawcy i dla tłumacza! Tak trzymać.
Podsumowanie
A w podsumowaniu same plusy! Minusy wymieniłem bowiem we wstępie. Czym zatem gra mnie urzekła:
przaśnym, chwilami siermiężnym humorem, zabawnymi dialogami, nawiązaniami do minionej epoki, a także odniesieniami do epoki „dzieci-kwiatów” (rozpisywałem się nad tym w zapowiedzi, więc daruję sobie powtórkę) oraz do epoki disco (Misiek Ochroniarz Rulez!) – to mnie naprawdę rozbawiło.
Reszta poprawna, oprócz Sami-Wiecie-Czego, zatem ostateczna ocena to mocne 8 (słownie : osiem)
Plusy
- spolszczenie
- humor
- dialogi
- grywalność
Minusy
- za krótka
- zadania zręcznościowe
Ocena
8,5