Deponia ma niezwykle obszerną fabułę, w której autor miał bardzo dużo do powiedzenia. Bardzo dużo. Nagle przyszła trzecia część, w której trzeba już wszystko zakończyć i okazało się, że została jeszcze połowa scenariusza. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, ponieważ w Goodbye Deponia będziemy głównie z kimś rozmawiać, słuchać innych lub oglądać cut-scenki. Sam tutorial trwa całe wieki. Co za ironia, że jedna z postaci stwierdza tam, iż nikt nie potrzebuje samouczka do gry przygodowej.
Oczywiście nie znaczy to, że fabuła jest zła. Niemniej jednak nie polecam grania w trzecią część bez znajomości dwóch poprzednich. Scenariusz jest tak złożony, że łatwo zagubić się w całości.
Dwa oblicza Rufusa
Oczywiście ponownie naszym głównym celem jest wydostanie się z rodzimej planety. Po drodze jednak przejdziemy się ścieżką zniszczenia i chaosu, czyli po prostu kolejny raz pokierujemy Rufusem, który w trzeciej odsłownie przechodzi samego siebie. Od Chaos on Deponia nasz bohater pokazywał coraz więcej chamskich zachowań, a teraz… no cóż, gra ma PEGI 12 i to z dobrego powodu. Szczerze mówiąc, ja bym nawet wlepiła szesnastkę. Pod osłoną slapsticku poruszane są tematy sensu życia, straty, pedofilii, seksizmu, stereotypów, handlu ludźmi i można by jeszcze wymieniać. W dodatku robione jest to w taki sposób, że pewnie większość z Was będzie się śmiać na scenie śmierci.

Wszystko to jest ok, o ile w rzeczywistości macie świadomość, że pewne rzeczy nie powinny być pochwalane. Z kolei gracze wyczuleni na tego typu tematy powinni w ogóle ominąć tą grę szerokim łukiem.
Dotyczy to jednak drugiej części Goodbye Deponia, ponieważ pierwsza połowa jest rzeczywiście zabawna i nie raz wybuchałam głośnym śmiechem. Gra obfituje w czarny humor, który jak najbardziej podpada pod moje gusta. Niestety dalej coś już zaczyna być nie tak i pierwszy raz zwróciłam na to uwagę słysząc wulgarne określenie w pioseneczce oddzielającej rozdziały. Jest miejsce i czas na wszystko, a to pasowało tam równie dobrze, co młot pneumatyczny do przedszkolanki. Później niby dalej jest śmiesznie, ale… Rufus znowu zamienia się w zwyczajnego chama i w sumie nie wiadomo właściwie dlaczego.

Jednym z najlepszych przykładów na zwrot o 180 stopni jest jego reakcja na opinię o samym sobie. W pierwszej części czuje się zraniony tylko dlatego, że koledzy znaleźli mu zajęcie mające na celu pozbycie się go na jakiś czas. Natomiast w drugiej części jeden z nich w końcu powie Rufusowi kilka ostrych słów o tym jak wszystko niszczy i nikt go nie lubi. Dotknie go to? A gdzie tam.
Przyganiał kocioł garnkowi…
Pomijając jednak niesmaczne „żarty” w drugiej części jest jeszcze jeden aspekt, który twórcy mogliby już sobie podarować. Są to przytyki do innych firm. Krytykowanie polityki fiskalnej EA chyba już wszystkim się trochę przejadło, a żart „Co jest długie i cienkie? Fabuła Tajnych Akt Tunguska”… ech, serio? Są gry, w których takie przytyki są zabawne, ale też dlatego że są lekkie w swojej formie. Jest wąska granica pomiędzy żartami, a zwykłym szczeniackim zachowaniem. Goodbye Deponia przekracza tą granicę wielokrotnie. Hejterzy świata – oto gra dla Was.
Kontynuacja zrobiona dobrze
Pomijając jednak osobliwą dwulicowość gry i dość męczące szczeniactwo Rufusa, jest to bardzo dobra kontynuacja. Świetny przykład na to, jak można zrobić kolejną część. Prawie wszystkie lokacje są nowe (barwne i utrzymane w znanej stylistyce), zostało dodane sporo nowych utworów (świetny kawałek grany przed wejściem do obozu ruchu oporu, a także hymn Organonu), dubbing wydaje się bardziej naszpikowany emocjami, jest więcej animacji postaci (chociaż ich płynność jest nadal wątpliwa) i cut-scenek. Ogólnie ma się poczucie, że grze poświęcono więcej czasu i bardziej ją dopracowano. Czyli dokładna odwrotność dalszych części The Raven.

W dodatku jest tu pokazane jak dobrze czerpać inspiracje i tworzyć nawiązania nawet do zupełnie innych gatunkowo gier jak Surgeon Simulator 2013. Dziobaki również mają swój comeback.
Instrukcja siania spustoszenia
Trzecia część zajmuje 10+ godzin, czyli zdecydowanie więcej niż poprzednie odsłony. Na pewno ma na to wpływ druga, zdecydowanie trudniejsza część gry w której natrafimy na kilka zagadek rozwiązywanych bardziej z rozpędu, niż z sensem. Prócz kilku niepotrzebnych utrudnień zagadki są głównie logiczne, aczkolwiek trzeba tu wziąć pod uwagę, że jest to w dużej mierze logika Rufusa równająca się masywnym zniszczeniom. Druga część stoi na tym polu lepiej.

To gdzie góruje trójka, to minigierki, które w rzeczywistości są łamigłówkami. Można je pominąć, ale są naprawdę świetnie i pomysłowo zrobione, więc zachęcam aby trochę się pomęczyć. Każda ma dołączoną instrukcję, więc nigdy nie ma problemu z rozwiązaniem przez brak wiedzy o tym co należy zrobić. Duży plus.
Jak zwykle mamy możliwość pokazania wszystkich hotspotów, ale i brak systemu podpowiedzi, który szczególnie w drugiej części gry (gdzie przyjdzie odczuć liniowość) byłby bardzo przydatny.
Sprawa zamknięta?
Zakończenie jest otwarte, więc mimo iż niby żegnamy się z Deponią, to jednak możemy spodziewać się jakiejś kontynuacji. Czy w takim razie ostatnia część stanowi satysfakcjonujący koniec? Nie. Pomimo nagłej zmiany Rufusa na gorsze jest to dobra kontynuacja, ale – wciąż kontynuacja. Czytając napisy końcowe nie miałam poczucia końca i pewnie gdybym nie wiedziała, że ograłam właśnie zapowiedzianą ostatnią część sagi, to poszukałabym w google kiedy ma być premiera czwórki.

Ostatecznie na plus
Goodbye Deponia to rozległa produkcja ze złożoną fabułą, w której łatwo się zagubić. Ma wiele postaci z poprzednich części, więc dobrze przypomnieć sobie jedynkę i dwójkę. Świetne minigierki i w większości dość intuicyjne zagadki.
Bardzo dobry dubbing oraz nowa muzyka. Niestety pioseneczki oddzielające poszczególne rozdziały nie są już tak sprytnie napisane jak w dwójce. W większości jest to po prostu zwyczajna mowa z melodią w tle. Do naszej dyspozycji została oddana masa dodatkowego dialogu, którego i tak jest niepomiernie dużo. Chociaż już rozgrywając tutorial można się domyślić, że gra będzie przegadana.

Rufus cierpi na rozbicie jaźni, a sama gra z czasem robi się bardziej obraźliwa. Nic dziwnego, że główna postać kobieca w końcu zostaje rozebrana i w takiej oto formie trafiła na okładkę. Niemniej jednak jest to bardzo dopracowany produkt. Jedyny bug na który natrafiłam to źle zrobione przybliżenie na sprite*, przez co postać Rufusa była rozmazana w jednej lokacji.
Kończąc trylogię przyjdzie nam się zastanowić, czy osiągnęliśmy zamierzony cel. Niemniej jednak polecam Goodbye Deponia dla wszystkich szukających solidnej pozycji z wieloma zagadkami i mogących znieść niepoprawny politycznie humor oraz głównego bohatera fajtłapę.
* sprite – Dwuwymiarowy obrazek używany w systemach grafiki dwuwymiarowej i 2.5-wymiarowej, który po przesunięciu i ewentualnie przeskalowaniu jest przenoszony na ekran.
Plusy
- dobrze zrobiona kontynuacja
- unikalne lokacje
- muzyka
- angielski dubbing
- długa
- minigierki (łamigłówki)
Minusy
- przegadana
- bardzo złożona fabuła (wymagana znajomość poprzednich części)
- zdecydowanie nie dla dzieci
- dwulicowość Rufusa
- zakończenie bez zakończenia
Ocena
7